Znajomi
Mój Lisek :*
KelThuz
Niewolnica Szatana
NO_merin
Stranger
Lobo

Muzyka
Mayhayron
Witchking
Wolf
Dream Evil
Lost Horizon
Rhapsody
Primal Fear
Ballistic
Distant Thunder
Seven Witches
Jag Panzer
King Diamond
Sacred Steel
Helloween
Judas Priest
Blind Guardian
Manowar
Nevermore
Iced Earth

Info
Rock Detector
Metal Side
Chaos Vault
Millenium Metal
Heavy Thrash
Metal Archives
Rockmetal
Powermetal.Zone




2007
lipiec
2006
wrzesień
maj
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
październik
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
2004
listopad
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad


Skorupa

Jakiś czas temu zastanawiałem się nad pewnym fenomenem, który jest obecny w każdym z nas. Jak to jest, że facet kiedy widzi ładną kobietę, która uśmiechnie się do niego, jest w stanie zrobić dla niej coś, czego nie zrobiłby dla innego faceta, albo kobiety, która mu sie nie podoba? Czy nie jest tak, że jeżeli ktoś nam się podoba to automatycznie chcemy również mu przypaść do gustu i dlatego robimy różne rzeczy ku jego zadowoleniu? Przecież nie mówie tylko o seksie... mam też na myśli zwykły uśmiech, jakąś oznake aprobaty, która pozwala człowiekowi się dowartościować. Tak więc czy stosunki międzyludzkie opierają się na wzajemnym zaspokajaniu swoich drobnych potrzeb, wzajemnej walce z kompleksami? Możliwe. W trakcie rozmowy ze swoją kobietą doszliśmy do wniosku, że istnieje jeszcze jeden rodzaj patologii - dobieranie znajomych wg. wyglądu. Na czym to polega? W zasadzie jest to pewien rodzaj ślepoty, bo jak inaczej można nazwać emocjonalne podejście do obcego człowieka w zależności od jego wyglądu? Nie znam kogoś, ale mi się podoba, więc go lubię. Nie znam kogoś, nie podoba mi się, najlepiej niech mi sie na oczy nie pokazuje bo nie cierpie gnoja. Ale co, gdy to zachodzi jeszcze dalej? On jest wnerwiający, zarozumiały, nie mogę z nim wytrzymać więcej niż 5 minut, ale kurcze... całkiem przystojny... nie no, w zasadzie fajny gość, lubię go.
Czy to jest normalne? Napewno bardzo niesprawiedliwe. Dlaczego potrafimy skreślać starych dobrych znajomych, na których można polegać, którym można ufać, którzy nas nie opuszczą, tylko dlatego, że zafascynowaliśmy się nowym towarzystwem, które akurat wydaje nam się atrakcyjniejsze? To jest choroba, bardzo poważna, bo przez nią niewiedzieć czemu, nagle możemy skończyć całkowicie sami.

Merin 2007-07-13
skomentuj (0)
_______________________________________________________

Apel

Ludzie, ludzie... kim jesteście? Piszę tę notkę, bo coraz częściej zauważam wokół siebie kilka bardzo negatywnych cech, które powtarzają się w coraz większej ilości otaczających mnie osób. Podejrzewam, że nie wypiszę wszystkiego, a po prostu to, co akurat przychodzi mi do głowy. Jeśli się ktoś poczuwa, to niech się zastanowi, chociaż chwilę...
1. Brak odpowiedzialności. Nie potraficie przyjąć ceny swoich błędów, pomyłek. Staracie się za wszelką cenę uniknąć kary, przez co często cierpią na tym wasi niewinni znajomi. Nauczcie się, że to już nie przedszkole. To czas podejmowania ważnych decyzji, mogących wpływać na kszałt waszego życia.
2. Niesłowność. Nie potraficie dotrzymać danego słowa. Jak coś obiecujecie, to do cholery jasnej, weźcie sobie do serca, że to nie działa tylko w jedną stronę. To nie jest tak, że jak nie zrobicie rzeczy, którą obiecaliście to nic sie nie stanie. Weźcie pod uwage drugą osobę, którą wypełniliście nadzieją, ulżyliście jej, np. oferując pomoc.
3. Zakłamanie. Dlaczego nie potraficie powiedzieć komuś co o nim myślicie prosto w twarz? Takie to trudne? Może. Łatwiej przecież za plecami komuś obrabiać dupę, albo zatajać, zatrzymywać dla siebie pewne komentarze, a w środku coraz bardziej kogoś nienawidzieć i powiększać bariery między wami.
4. Ignoranctwo. Nie potraficie walczyć o swoje, nie potraficie stawiać na swoim. Nie chce się wam walczyć, nie chce się wam starać. Lepiej siedzieć wygodnie na tyłku i czekać, aż ktoś wszystko za was zrobi.
5. Szaractwo. To chyba najgorsza rzecz... niczym się nie chcecie wyróżniać, nie chcecie zwracać na siebie uwagi. Wolicie ubrać się tak jak wszyscy, uczesać tak jak wszyscy, mówić to co wszyscy. Coraz mniej osób w tym pieprzonym świecie potrafi być po prostu sobą.
Nauczcie się mówić "nie", nauczcie się, że czasem warto walczyć o swoje, warto być sobą. Bycie sobą i nie ograniczanie się niczym ma też swoje zagrożenia - łatwo kogos obrazić, zranić. Z tym, że obrażone, czy zranione są zazwyczaj osoby będące tak samo szare jak wszyscy naokoło. Prawdziwi, będący sobą ludzie, potrafią zastanowić się nad waszym zachowaniem, wyczuć intencje i po prostu was zrozumieć. To dla nich warto być sobą, to dla nich warto żyć, bo tak naprawdę tylko tacy ludzie są wartościowi. Przykro mi to mówić, ale inni ludzie nie interesują mnie, tak samo jak ich zdanie o mnie. To tak, jakbym miał się przejmować tym, co myśli sobie o mnie płytka chodnikowa, kiedy na niej staje. Mam swoją drogę w życiu, a jest ona za krótka, by przejmować się każdym, by uważać na każdego, by poznawać każdego. Przykro mi, mój świat to brutalne miejsce, w którym nie ma czasu na pieprzenie się z każdym. Pomyślcie chwilę nad sobą, pomyślcie co możecie w sobie poprawić i to po prostu zróbcie! Siedzenie na dupie nic wam nie pomoże. Weźcie się do cholery za siebie!
Możecie mnie zlinczować, możecie mnie znienawidzieć, możecie przestać się do mnie odzywać. Szczerze... mam to gdzieś! Zostaną ze mną tylko ci, którzy mnie rozumieją, którzy cenią mnie za to kim jestem. Reszta może "udać się pospiesznym krokiem w stronę wyjścia".

Merin 2006-09-11
skomentuj (11)
_______________________________________________________

Facet

Just one kiss, yes
From my lips
Rake your soul
Over burning coals


Czas płynie: spadają deszcze, na świat przychodzą młode węże, a ludzie się zmieniają. Również na sobie odczuwam ten nieubłagany upływ piasku w klepsydrze. Mówią, że przez całe nasze życie ewoluujemy, dorastamy, stajemy się coraz doskonalsi. Wydaje mi się, że każdy ma swoją drogę ewolucji.
Moja doprowadziła mnie do bardzo ciekawego miejsca - "zfacecienie". Obserwuje u siebie coraz więcej symptomów stereotypowego faceta. Uwielbiam pójść na piwo z kumplami do knajpy, coraz bardziej ciągnie mnie do oglądania sportu z butelką w ręce. Jak na faceta przystało sport trzeba też uprawiać - gra w "nogę" z kumplami, siłownia, jazda na rowerze. Jestem leniwy, uparty, potrzebuję dużo snu i przyjemności cielesnych. Uwielbiam gotować i dobrze zjeść. Według mnie każdy facet powinien mieć jakąś pasję, której by się niemal bezgranicznie oddawał. Ja mam dwie: kobieta i muzyka - obie można pojmować bardzo szeroko. Moje uczucia sa burzliwe i gorące, ale stałe przy tym. Łatwo się przy mnie spalić, gdyż płonie we mnie magiczny płomień, który nie zawsze umiem kontrolować.
Trochę jestem zaniepokojony tym co się ze mną dzieje i aż strach wybiegać kilka/kilkanaście lat w przód, ale są pewne cechy, dzięki którym zachowuje spokój.
Swoją kobietę darzę ogromnym szacunkiem i jak na prawdzwiego faceta przystało staram się o nią dbać. W ogóle mam duży szacunek do kobiet i nie wyobrażam sobie wojen z tą lepszą płcią. Cóż, ale nie piszę o moich dobrych cechach, a o tym przedziwnym "zfacecieniu"... Z reszta - kto mnie zna pewnie wie o co mi chodzi.



Merin 2006-05-09
skomentuj (9)
_______________________________________________________